Czasami nachodzą mnie dni, takie jak teraz. Gdy wszystko wydaje się być pozbawione sensu. Może to przesilenie jesienne, a może słabość mojego umysłu. Mam tyle do zrobienia, a w pewnej chwili odnoszę wrażenie, że nie jest to warte mej uwagi. Pozostaje mi słuchanie muzyki, zastanawianie się nad jutrem, albo wręcz uciekanie myślami od przyszłości. Słabe dni, tak to można określić, dopadają chyba każdego. Może dobrym rozwiązaniem jest zmiana playlisty na bardziej wesołą?
Ile razy staram się podejść do czegoś, to brakuje mi sił, to przytłacza.
W jednej chwili jestem pełna energii, a po chwili jak kapeć, bez życia.
Może to jednak choroba, przeziębienie, które rozkłada mnie na łopatki,
niczym przeciwnik na ringu? Rozważam wejście pod koc i wyjście dopiero
wiosną. Nie byłoby to takie złe rozwiązanie, gdyby nie to, że wtedy
myśli spiętrzą się i mnie przerosną. Chyba jednak wyjdę.