Bardzo często mamy obawy przed zrobieniem czegoś inaczej, albo odkryciem nowych rzeczy. Dobrze nam z przyzwyczajeniami, utartymi schematami, które są bezpieczne. Jednak czasem warto wyjść ze swojej norki i spróbować czegoś innego. Nie wykonuje nocnych sesji, bo uważam, że się do tego nie nadaje. Nie mam dodatkowych lamp, jakoś mi to nie leży. Skoro nie wychodzą mi takie zdjęcie jakie bym chciała, to ich nie robię. Pozostaje w bezpiecznej strefie. Ostatnio zmieniłam zdanie. Dlaczego? Z dwóch powodów. Jakiś czas temu odkryłam fotografa, który wykonuje sesje zdjęciowe w LA, NY, Chicago oraz w innych miastach USA. Wiele z tych ujęć zostało wykonane właśnie w nocy i wyglądają naprawdę świetnie (nazwa na jego instagramie @dfreske). Zazdroszczę, nie powiem. Sama chciałabym mieć takie kadry w swoim portfolio. I co mnie blokuje? Ja sama.
Więc postanowiłam się przełamać i spróbować po raz kolejny. Drugi powód jest taki, że w moim mniemaniu pozostanie w dobrze znanej strefie, robienie czegoś dobrze, ale tylko tego, zamyka nas na świat. Nie uczymy się niczego nowego, nie rozwijamy. A ja pragnę się rozwijać i spełniać marzenia. Dlatego wstawiam tę sesję. Może niektóre ujęcia są poruszone (a jeszcze podczas sesji padał deszcz i było okropnie zimno wrr), większość czarno-białe, bo nie panowałam nad kolorami. Jednak są symbolem tych prób, nie poddawania się i dążeniem do celu. Czego i wam życzę :)